Musher, któremu serce skradł mops! – Wywiad z Mateuszem Juszczykiem

 Musher, to człowiek, który jeździ psimi zaprzęgami. To sport niezwykle dynamiczny, wymagający poświęcenia, dostarczający adrenaliny i opierający się na współpracy z czworonogami. Mateusz Juszczyk jest w tej dziedzinie trzykrotnym Mistrzem Świata oraz Mistrzem Europy. Obecnie zrezygnował ze swojej pasji, a jego serce skradł mops Maciuś. Od huskiego do mopsa? To ciekawy kontrast, prawda? Tę historię po prostu musicie poznać!

Mateusz Juszczyk Fot. Monika Stawowczyk

K.K.: Kiedy zaczęła się twoja przygoda z psami zaprzęgowymi i dlaczego?

M.J.: W 2006 roku byłem na swoich pierwszych zawodach zupełnie przypadkowo. Marzeniem mojego taty było posiadanie psa rasy husky. Kiedy zakupił czworonogi właśnie tej rasy, zaczął z nimi biegać i interesować się tą rasą do tego stopnia, że znalazł informacje w internecie o zawodach psich zaprzęgów. Na zawodach i treningach towarzyszyła mu mama, która zachorowała i nie mogła z nim pojechać. I w ten sposób wylądowałem na zawodach psich zaprzęgów jako pomocnik mushera.

K.K.: Ile miałeś psów w swojej zaprzęgowej watasze i czy miałeś swojego faworyta?

M.J.: Jeśli pytasz o kenell, to miałem 26 huskich. Jeśli pytasz o ilość psów z jaką ścigałem się na zawodach, to z dwoma oraz czterema psami. Z tej całej ferajny miałem jedną faworytkę – liderkę Mini.

K.K: Czym cię ujęła Mini, że była Twoją ulubienicą, a jednocześnie liderką?

M.J.: Była najmądrzejsza i najbardziej z całego stada nadawała się na liderkę. Uczyła innych prowadzenia zaprzęgu. To ona była odpowiedzialna za nadawanie tempa w zaprzęgu i prowadzenie go. Jednocześnie była moją psią kochanką! Wiedziałem, że ona mnie rozumie prawie jak mops. Jako jedyny husky.

Mateusz Juszczyk

K.K.: Opowiedz jak to jest, gdy startujesz z zaprzęgiem? Co to za emocje?

M.J.: To coś niesamowitego i nie wiem, czy słowa oddadzą całą tę otoczkę. Ale wyobraź sobie, że stoisz na saniach ubrany niczym Justyna Kowalczyk, jest -25 stopni, a ty wjeżdżasz do lasu z psami, walcząc o Mistrzostwo Polski. Trochę jak w filmie. Na starcie nie słyszysz nic, oprócz oddechu twoich psów i jedyne, czego chcesz w takim momencie, to wystartować i pomóc im wybiegać ten tytuł.

K.K.: Czy miałeś podczas jakiegoś wyścigu sytuację mrożącą krew w żyłach?

M.J.: Zdecydowanie tak! Nasz zaprzęg nie wygląda tak jak w filmach, które mogłaś zobaczyć. Nasze sanie ważą około 9 kg, są produkowane głównie z karbonu. Zaprzęgu złożonego z tylko 4 psów nie jesteś w stanie zatrzymać przez jakieś 2 km. Prędkości jakie osiągamy, to około 40 km/h stojąc tylko na dwóch płozach, przypominają one narty biegowe. Podczas treningu w górach nie wyrobiłem się na zakręcie, co skutkowało uderzeniem głowy w pień drzewa. Pamiętam tylko tyle, że zostałem dowieziony do samochodu przez prezesa mojego klubu, który jechał za mną wraz z dwunastoma psami.

K.K.: Zwycięstw na swoim koncie masz naprawdę sporo i można naprawdę tylko chylić czoła, i gratulować. Ale z których jesteś szczególnie dumny?

M.J.: Kilka najważniejszych jakie udało mi się zdobyć, to 3-krotne Mistrzostwo Świata i raz Mistrzostwo Europy. Najbardziej dumny jestem z pierwszego zdobytego Mistrzostwa Świata w 2008 roku w Szwecji. Kiedy masz 15 lat i grają ci hymn Polski, nie sposób się nie popłakać…

Mateusz Juszczyk

K.K.: Tyle osiągnięć, tyle adrenaliny, a jednak porzuciłeś swoją pasję. Dlaczego?

M.J.: Czynników było wiele, natomiast jednym z głównych powodów była pogoda. Swoje treningi zaczynaliśmy późną jesienią kiedy temperatura spada do ok 12 stopni. Brak tras treningowych i brak śniegu przez ostatnie lata w Polsce spowodował, że potrafiliśmy w piątek spakować samochód, psy i jechać około 500 km żeby tylko przejechać się z psami na saniach w miejscu, gdzie był śnieg. Pamiętam jak 6 lat temu z moją dziewczyną pojechaliśmy 1300 km do Włoch z 8 huskimy na treningi i siedzieliśmy tam dwa tygodnie, bo u nas w Polsce była wiosenna pogoda w grudniu. Kiedy poświęcasz swój czas i niemałe pieniądze przez 5 miesięcy jeżdżąc z psami po całej Europie i przygotowujesz się do najważniejszej imprezy w sezonie, mistrzostw świata lub Europy, a tydzień przed wydarzeniem dowiadujesz się, że zawody są odwołane z powodu braku śniegu, to… krew cię zalewa i chce ci się zwyczajnie płakać.

K.K.: Nie tęsknisz za tą adrenaliną? Z mopsem ekstremalnych sportów uprawiać nie możesz.

M.J.: Tęsknie okrutnie i chciałbym do tego kiedyś jeszcze wrócić. Z mopsami faktycznie ciężko jest uprawiać sporty ekstremalne, aczkolwiek tak jak wiesz, po rozmowie na zlocie, wszystko leży w naszych głowach. Jeśli wyjdziemy z założenia, że mops, to zabawka, która ma leżeć na kanapie i wystarczy, że wyjdzie dwa razy dziennie, to zrobimy z niego kalekę.

K.K.: A co się stało z huskimi?

M.J.: Huskie są na zasłużonej i spokojnej, psiej emeryturze.

Mateusz Juszczyk Fot. Monika Stawowczyk

K.K.: To się cieszę. A wracając do mopsa, to może typem prawdziwego sportowca nie jest, ale nadal ma swoje psie instynkty, których nikt nie wykasuje. Niektórzy po prostu te instynkty ograniczają w wyniku silnego uczłowieczania go, co jest szkodliwe. 

M.J.: Dokładnie. Moi rodzice organizowali w Polsce coursingi. To gonitwa za sztucznym zającem po polu, dla chartów, ale nie tylko. Podczas treningów, które kilka razy w roku organizujemy na Jurze Krakowsko – Częstochowskiej, puściłem swojego mopsa za wabikiem. Byłem bardzo zdziwiony jak przebiegł 400 m na pełnej prędkości. Da się z naszymi mopsami zaszaleć. Oczywiście w granicach zdrowego rozsądku.

K.K.: Super! To świetne wprowadzenie do drugiej części naszej rozmowy, bo przyszedł czas aby wspomnieć również o twoim mopsie Maciusiu. Jak wytłumaczysz tak wielki kontrast pomiędzy zamiłowaniem do sportu z huskimi na zaprzęgu, a posiadaniem w domu mopsa?

M.J.: Z huskimi, sądzę, że mieliśmy niepisaną umowę na zasadzie: ty o nas dbasz i dostarczasz nam mięcha, a my się odwdzięczymy tobie na zawodach. Huskie, które posiadałem w kenellu, to zupełnie inne psy, od tych które widzisz na wystawach, tych pięknych, wypachnionych z niebieskimi oczami. Dla nas wygląd psa był najmniej istotnym elementem w całej tej układance. Były to psy z linii sportowej, które więcej w sobie miały z wilka i dzikiego psa, niż z leżącego na kanapie husky. Może właśnie dlatego tak ciężko z nimi nawiązać relację, w której będą się kłaść do łóżka, zasypiać na ramieniu i dreptać za tobą, gdziekolwiek pójdziesz. A to wszystko z kolei, mają w sobie mopsy. One kipią miłością do człowieka. Jest nam bardzo łatwo zauważyć tę miłość mopsa do człowieka, ponieważ przypomina ona bardzo ten rodzaj miłości, którego my, ludzie, doświadczamy. Przytulenie, buziaki i zasypianie z tobą. Sądzę, że właśnie dzięki temu jest nam łatwo zrozumieć poniekąd tę rasę, ale też traktować jej osobniki jak nasze dzieci. Są bardzo podobne do nas. A to, jak doskonale wiesz, kradnie nasze serca na zawsze… Tego mi brakowało w rasie husky. One okazują miłość zupełnie inaczej.

Mateusz Juszczyk

K.K.: Ciężko udomowić huskiego w taki sposób, w jaki już udomowiony jest mops. Próbowałeś?

M.J.: Tak, próbowałem swoją liderkę Mini przystosować do życia w domu. Po pierwszej nocy wiedziałem, że chcąc dla niej dobrze, robiąc jej posłanie u mnie w pokoju lub pozwalając jej wchodzić na łóżko, zrobiłem jej krzywdę. To nie ich bajka. Husky nie nadaje się do domu. Nawet jeśli masz psa wystawowego, to on gdzieś głęboko ma w sobie nutkę dzikiego wilka.

K.K.: Co takiego ma w sobie mops, czego nie ma husky?

M.J.: Mops jest chodzącym sercem z wyłupiastymi oczami, płaskim pyskiem i krótkimi nóżkami. Tego nie ma żaden inny pies.

Mateusz Juszczyk

K.K.: Maciuś jest Twoim pierwszym mopsem i jesteście razem w zasadzie od niedawna, bo niespełna dwa lata. To również duża zmiana dla Ciebie. Po tylu latach spędzonych z wilkami, patrzysz na swojego mopsa i widzisz…?

M.J.: Małego kosmitę umieszczonego w ciele psa. To jak na ciebie patrzy, to jak widać u niego smutek, szczęście czy zmęczenie jest niesamowite. Naprawdę miałem w życiu możliwość poznania sporo ras i to całkiem dobrze. Husky, charty rosyjskie, greyhoundy czy grzywacze chińskie, ale żadne nie oddają tak miłości, jak mops.

K.K.: Zgadzam się z Tobą w stu procentach! A na koniec rozmowy mam pytanie pół żartem, pół serio, więc możesz puścić wodze fantazji, mianowicie: Jak wyobrażasz sobie mopsi zaprzęg?

M.J.: Byłbym na pewno najgłośniej oddychającym zaprzęgiem na trasie! A wszystkich przeciwników za mną, odstraszałbym nieprzyjemnym zapachem, który wychodziłby spod zakręconych, mopsich ogonów. Może to właśnie sposób na mistrzostwo, haha!

K.K.: Mistrzostwo za wyjątkowość gwarantowane! Dziękuję ci bardzo za rozmowę, Mateuszu.

M.J.: Ja również dziękuję.

Mateusz Juszczyk

Mateusz Juszczyk

Trzykrotny Mistrz Świata i Mistrz Europy w psich zaprzęgach

Kwartalnik Mops

Wywiad pojawił się w magazynie KWARTALNIK MOPS Nr 9 - 09/2020

Wywiad przeprowadziła

Karolina Kwiatkowska

Redaktor naczelna portalu Mopsiarnia.

Facebook
Twitter
LinkedIn
Pinterest
WhatsApp
Email
Print

Jedna odpowiedź

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Inne wywiady, które mogą Cię zainteresować: